Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odjazdu z Tajmyru i stać się zdobyczą wyłącznie tych kilkunastu ludzi, pracujących wbrew zakazowi i zasadom kolonji.
Być może, że nikt nigdyby się o tem nie dowiedział, gdyby nie zaszedł nieszczęśliwy wypadek, katastrofa straszliwa i ponura.
Pewnego dnia Pitt Hardful pracował późno w nocy, studjując plany i projekty robót „Złotej Studni“, ułożone przez Géroma.
Kapitan poczuł nagle, że ziemia drgnęła pod nim, zabrzęczały szyby w oknach, a wisząca nad stołem lampa mignęła czerwonym płomieniem. Po chwili rozległ się niewyraźny daleki huk.
Pitt narzucił kurtkę, nacisnął czapkę na głowę i wybiegł na ganek.
Osada spała. Ani w jednym oknie nie spostrzegł światła. Daleko, w obozie Samojedów ujadały psy.
Kapitan cicho gwizdnął. Natychmiast posłyszał skrzypienie śniegu i dwóch stróżujących przy skarbcu kolonistów zjawiło się przed nim.
— Czy słyszeliście huk i wstrząs?
— Tak, kapitanie! — odpowiedzieli strwożonemi głosami. — Zdaje nam się, że doszedł od północy, od strony jeziora...
— Może pękł lód na jeziorze i utworzył się „toros“?...[1] — pomyślał Pitt, lecz w tej chwili przechylił głowę na bok i jął nadsłuchiwać.
Od strony wschodnich uskoków Mgoa-Moa biegł jakiś głos ponury, mimowoli budzący niepokój.

Krzyki i jęki zbliżały się coraz bardziej. Minął kwa-

  1. Toros — nagromadzenie potrzaskanego lodu podczas pękania zamarzniętej powierzchni jezior i rzek syberyjskich.