Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/276

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tymczasem — do roboty! Alkohol ma być przez was wyładowany i wylany do rzeki... Tytoń zabierze ze sobą szyper w powrotną drogę. Mam tu u siebie poddostatkiem tabaki. Cóż to za maszyny wieziecie dla tych panów, szyprze?
— Karabiny i skrzynie z nabojami... — burknął.
— Doskonale! Tego towaru na Tajmyrze nie potrzebujemy, ale nie powinno się go używać także w Europie... Karabiny i naboje pójdą też na dno rzeki!... W tem miejscu jest dostatecznie głęboka. Do roboty, a żywo...
— Żywo! — powtórzył Bezimienny i szczęknął zamkiem karabinu.
Praca nad opróżnianiem rumów „Haarlemu“, wylewaniem alkoholu i topieniem skrzyń z nabojami i bronią, trwała przez całą noc.
Miguel razem z Falkonetem i Bezimiennym, doglądający robót, klął i głośno parskał:
— Santa Maria! Foki nigdy nie marzyły o takiej obfitej bibie! Skują się biedaczki na umor! Tyle porządnego płynu przepada przez tych awanturników! Ciekaw jestem, co też z nimi uczyni sztorman?
Nikt mu nie mógł odpowiedzieć na to pytanie, chociaż interesowało ono zarówno jego, jak też i nowych osadników „Złotej Studni“.
Gdy się skończyło niszczenie niefortunnego ładunku parowca, Pitt rzekł do Holendra:
— Opowiedzcie, kolego, komu się należy, o tem, co tu zaszło. Szczęśliwej pływanki i dobrej bryzy od rufy, szyprze!
Usadowiwszy swoich jeńców na dziobie pod strażą Falkoneta i Bezimiennego, wnet po świcie ruszył Pitt