Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


niesie zapomnienie grzechów i bólów naszych! Niech żyje kraina ukojenia i oczyszczenia od zbrodni cywilizacji!
W zgiełku, panującym na pokładach statków i na jeziorze, gdzie już odbijały od burt spuszczone szalupy, nikt prawie nie słyszał tego okrzyku Pitta Hardfula.
Tylko ojciec Seweryn Leduc, stojący w pobliżu, posłyszał go i wyczuł cierpienie i rozpacz tęsknoty gryzącej, szarpiącej serce kapitana.
Zbliżył się do niego i rzekł poważnym głosem, jak kapłan rozgrzeszający:
— Niech Chrystus-Zbawiciel, który zgłębił mękę ludzkiego istnienia, rychło pocieszy cię, synu, i uśmierzy boleść i miotanie się duszy twojej!
Pitt Hardful spojrzał na księdza zdumionym wzrokiem, lecz natychmiast oczy spuścił, kryjąc ogarniające go wzruszenie.
— Oby... oby, ojcze!... — szepnął z jakąś skargą namiętną.
Biegli do niego z okrzykami radosnemi starzy przyjaciele — ci wszyscy, których wyrwał był przed laty z dna nędzy ostatecznej. Wyciągnął do nich ramiona, a usta, miast słów powitalnych, szepnęły raz jeszcze, tak cicho, jak westchnienie:
— Oby... oby!...


Rozdział XV.
„KRAINA WIELKIEJ ODMIANY“.

Pitt Hardful w towarzystwie dawnych kolonistów wstąpił na teren „Północnego Złota“. Na brzegu powitali go mieszkańcy osiedla, którzy przybyli na Tajmyr