Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pomyślał chwilę i zdjąwszy słuchawkę telefoniczną kazał urzędnikowi z biura sprowadzić sobie na rano Ernsta Swena.
Przebiegał oczyma nieskończone szeregi nazwisk. Twarz kapitana rozpromieniała się coraz bardziej. Przekonywał się, że zamiary jego i treść całego przedsiębiorstwa zostały zrozumiane przez ludzi inteligentnych, i z pewnością, ideowych.
— Ci są najpewniejsi, bo z ich strony nie mogę oczekiwać podstępu lub zawczasu obmyślonego spisku. Naprzykład ci trzej młodzi lekarze i czwarty — stary chirurg, chyba jedynie z powołania wstępują do moich szeregów? Kapitaliści mogliby podkupić i nasłać inżynierów, którzyby bruździli lub też prowadzili agitację wśród udziałowców, lecz lekarze! Niezawodnie są to idealiści, oddani swemu zawodowi i rozumiejący znaczenie medycyny w warunkach życia na północy. Muszę się zobaczyć z nimi i omówić różne szczegóły! Albo znowu te kobiety! Piszą, że mogą pracować, jak zwykłe robotnice, lecz dodają, że jedna zna się na pielęgnowaniu chorych, druga chciałaby założyć wieczorne kursy dokształcające, inna znów prowadzić zakład bieliźniarski, a jeszcze inna — niemłoda już kobieta, (gdyż sama pisze, że ma 48 lat), jako dawna i znana pianistka, mogłaby zorganizować klub rozrywkowy... Bardzo mnie to cieszy! Widzę, że są ludzie, którzy przedtem, nim się zapisali, długo i głęboko myśleli nad zamiarem założyciela i ideą, kierującą całem przedsiębiorstwem.
W tej chwili niecierpliwy sygnał telefoniczny przerwał myśli Pitta.
— Czy mógłbym porozumieć się z kapitanem? — zapytał młody, dźwięczny głos.