Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Pan jest spostrzegawczy... Istotnie redaktor jest wyjątkowo interesujący... Taka inteligencja, dowcip kąśliwy, a elegancki zarazem. Obawiam się, że będę miała scenę zazdrości w domu...
— Ten reporterzyna sumiennie zarobił swoje dwa tysiące franków — pomyślał kapitan i rzekł głośno: — Pan prezes, z takim taktem prowadzący bankiet, był zajęty stroną ceremonjalną, więc, z pewnością, nic nie spostrzegł! A czy było co do spostrzeżenia?
— Potwór! — żachnęła się podstarzała piękność, pochlebiona podejrzliwością Pitta. — Nielitościwy potwór!...
Kapitan westchnął z ulgą, gdy pod panią prezesową z jękiem ugięła się kanapa, skłonił się i odszedł, szukając Elzy.
Stała przy otwarłem oknie i słuchała Warwicka, który mówiąc do niej, coraz niżej pochylał głowę, tak, jakgdyby robił jej jakieś wynurzenia, a oczekiwał wyrzutów i strofowań.
Lady Rozalja skinęła głową na Pitta Hardfula, który z twarzą chmurną bacznie przyglądał się tej scenie.
— Niech pan nie przeszkadza lordowi Warwick! — rzekła z lekkim uśmiechem do podchodzącego do niej kapitana. — On pisze w tej chwili historję...
— Historję? — zapytał Pitt. — Raczy mię pani objaśnić...
— Profesor układa plan historji swego życia... — uśmiechnęła się.
— Nie rozumiem! — mruknął Pitt.
— Ach, mój Boże! Lord Warwick chce zapisać jedną kartę historji swego życia i... oświadcza się Elzie — szepnęła.