Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Jaka szkoda! — przerwał mu Hardful. — Lecz cóż zrobić, muszę się z tem pogodzić! Proszę więc zwołać akcjonarjuszów, a ja, jako posiadacz przeważającej części udziałów, podtrzymam dymisję pana dyrektora.
Prasa, która z wszelkiemi zastrzeżeniami przedrukowała artykuł „Prawdy z lewego brzegu“, zaczaiła się, czekając na wystąpienie Pitta Hardfula.
On zaś milczał, prowadził dawny tryb życia, zachowując zupełną obojętność wobec tego, co piszą o nim dzienniki, co myśli „społeczeństwo“ i jak reagują na to wszystko „sfery towarzyskie“.
Wtedy to „Głos gawiedzi“ zadał kapitanowi nowy cios, zmuszając go do zabrania głosu.
Jakiś zacietrzewiony, głupkowaty i rozzuchwalony reporter umieścił artykuł, powtarzający rewelacje „Prawdy z lewego brzegu“ i zakończył pisaninę z patosem niezwykłym:
— Dość tego! Rzućmy rękawicę w twarz naszej przegniłej burżuazji! Biały kapitan, kajdaniarz-miljoner, Pitt Hardful, więzienna trzynastka, posiada inne nazwisko i imię: Eryk Stefan. Jeżeli wszystko, co o nim pisała prasa, stojąca na straży prawa i moralności socjalnej nie jest zgodne z prawdą, niech obali to pan Eryk Stefan, ukrywający się pod przybranem nazwiskiem „Pitt Hardful“.
Rzucono rękawicę, a ten, któremu ją ciśnięto, wlot pochwycił wyzwanie.
Cale miasto z wytężoną uwagą śledziło przebieg sprawy sądowej, wytoczonej przez Pitta Hardfula contra „Prawdzie z lewego brzegu“ i „Głosu Gawiedzi“.
Sprowadzony z Anglji znakomity adwokat bardzo logicznie oddzielił prawdę od obrażających jego klienta