Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Rudy Szczur“! Poczciwy, wesoły Juljan! Tyle wspomnień dawnych... pięknych... drogich!...
To mówiąc, objęła rękoma głowę Miguela i ścisnęła mocno, serdecznie.
— Hm... — pomyślał Pitt. — Mnie powitała inaczej, o, zupełnie inaczej!...
Spokojny i obojętny zawsze kapitan nie rozumiał tego, że gdyby Elza ścisnęła go była za głowę, ujrzałby przed sobą dawną rybaczkę z Lango, kobietę, która przez tyle lat nie miała miejsca w jego pamięci.
Zato jak prawdziwie odczuła to mrs. Elza Tornwalsen, wychowanica arystokratycznej i mądrej lady Steward-Foldew!
— Fru Elza!... Dobra fru Elza!... — bełkotał wzruszony Hiszpan. — Już wszystko przygotowałem... W kajucie znajdzie pani czysty ręcznik i nowe, na Santa Madonna przysięgam, nienoszone jeszcze ubranie marynarskie, a gdy się pani przebierze... podam flaszkę „kalwadosu“,[1] bo całą baterję tego alkoholu wozi ze sobą ta czerwona baryła, która ośmiela się nosić galony szypra!
Elza radośnie kiwnęła głową i szybko zbiegła do kajuty.
Pitt, uśmiechając się do Miguela, do przechodzącego majtka, a nawet do tkwiącej w oknie kapitańskiej budki czerwonej twarzy szypra baskijskiego, chodził po pokładzie i milczał.

Elza szybko doprowadziła swój strój do porządku i wyszła z kajuty w białem ubraniu marynarskiem i w czerwonym czepku na głowie.

  1. Mocna wódka z jabłek.