Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


strzeni w walce z falami i sunęła pod powierzchnią, na głębi, której jeszcze nie poruszył sztorm.
Dalszą część wyścigu obserwować mogli już tylko sędziowie i Pitt Hardful z Miguelem, ponieważ motorowe łupiny nie zdołały się przebić przez mknące szeregi fal, z trudem trzymały się na wodzie i, po rozpaczliwej walce z oceanem, zawróciły i całym pędem pomknęły do zatoki, uwożąc wystraszonych, przemoczonych pasażerów.
Stanton Baldwin wypłynął na ocean w kilka minut po Elzie, a spostrzegłszy, że przeciwniczka jego coraz bardziej oddala się od łamacza fal, ucieszył się niewymownie. Ogarniające go zdumienie z powodu obranego przez Elzę kierunku i lęk przed walką ze sztormem, ustąpiły teraz miejsca nieskomplikowanemu bynajmniej rozumowaniu. Nie wątpił, że współzawodniczka zamierza opłynąć środkowy łamacz i powrócić do zatoki przez bramę koło Socoa. W tym celu, przekonawszy się już, że przeciwnik nie może nadążyć za nią, pływająca prostaczym sposobem, Norweżka wyciąga go na pełne morze, aby go znużyć. Postanowił, że nie da się złapać na taki kawał i że wygra na dystansie, przecinając jej drogę w linji prostej a najbliższej do cementowanego muru łamacza.
Wkrótce był już w równoległym z nią punkcie, lecz w tej samej chwili raptem nadbiegła straszliwa fala, porwała go, zakręciła w syczących wirach i pomknęła ku rafom, na których wznosił się potężny mur.
Z rozmachem cisnął grzywiasty bałwan swoją ofiarę o kamienie podwodne, zerwał ją z nich, odbiegł z szamoczącym się w nurtach człowiekiem i, znowu we-