Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z uczuciem matki zamierzała wyciągnąć ręce, pełne troski i umiłowania bezmiernego.
Pitt Hardful przypomniał sobie, jak niegdyś dotknęły one głowy, odchodzącego na zawsze Olafa Nilsena, gdy szyper leżał po raz ostatni na pokładzie swego kutra, okryty banderą norweską, a potem znowu, gdy Elza żegnała jego samego, odpływającego z Lango...
Jakieś nieznane mu dotąd ciepło podniosło się z dna duszy i ogarnęło go. Czuł, że drżą mu wargi od wielkiego wzruszenia, coś dziwnego ściska go za gardło i gryzącym do bólu żarem pali oczy.
— Co to — łzy? — pomyślał Pitt i wnet odpowiedział samemu sobie: — Tak! Przypomniałem sobie pogrzeb biedaka — Olafa. Był to niezapomniany, wzruszający obraz, a jakżeż smutny dla nas wszystkich!...
Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że, oprócz wspomnień, dręczy go jakieś inne jeszcze uczucie. Była to świadomość samotności na tej ziemi, gdzie, po powrocie z „Witezia“, czuł się niepożądanym, obcym dla wszystkich gościem, któremu nigdzie nie było swojsko, spokojnie i szczęśliwie.
„Witeź“! Tam było inne życie...
Pozostała zaś po nim jedynie Elza — świadek przekształcenia się duszy jego i powód dziwnie skomplikowanego, pełnego wrażeń istnienia.
Zazdrość norweskiego szypra, bunt na okręcie, straszliwy sąd nad zbrodniarzami, cicha tragedja Nilsena, prostacza, niemal tragiczna miłość Elzy i ta milcząca, pełna groźnej i wzniosłej treści ugoda pomiędzy nią a Olafem, ażeby czekać na wyrok losu, rozstrzygający ich życie.
Elza — oto stała ona przed nim w tej chwili w swo-