Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stronę i ku jednemu celowi, chociaż nazwać go nie potrafię! Lecz nie miałam ani rac, ani silnych świateł... Zaczęłam się uczyć, aby móc jak najprędzej wyjść na jego szlak! Pierwszym, słabym sygnałem było ukończenie szkół i ta wrzawa, która powstała wokół matury z odznaczeniem, jaką otrzymała prosta rybaczka z Lango! Lecz okręt Pitta Hardfula snadź odbiegł już był daleko i nawet z marsów jego waruga nie dostrzegła moich ogni... Teraz sama płynę dalej, a robię wszystko, aby natrafić na ślad „Białego Kapitana“ i dopłynąć do wspólnej mety...
Tej-to nocy — nocy wyznań i zawarcia niemego sprzysiężenia, lady Steward-Foldew zrozumiała wszystko i postanowiła dopomóc Elzie w jej zamiarze stać się równą Pittowi Hardfulowi.
Gdy wychowanica władała już biegle mową angielską, lady Rozalja zaczęła ją uczyć francuszczyzny, początkowo sama, potem już z pomocą nauczycielki paryżanki, a następnie — wprowadzała ją powoli w tajemnice światowego wychowania. Spostrzegłszy znaczną ogładę pupilki, stara Angielka złożyła wraz z nią wizyty swoim arystokratycznym krewniakom, gdzie oryginalna Skandynawka, poważna, zamyślona i ujmująca zarazem, wstępnym bojem podbiła wszystkie serca. Starzy i młodzi przepadali za nią. Stała się wkrótce „pet“ high-lifu londyńskiego.[1]

Zaczęły się wkrótce zaproszenia — na partję tennisu, na jachtingi, na zawody sportowe. Wspaniale rozwinięta, silna i zwinna Elza szybko doszła do wielkiej wprawy i po pół roku treningu pobiła słynne w Lon-

  1. Ulubienicą arystokratycznego towarzystwa.