Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jednakowo dobrotliwych dla róży i nikłego kwiecia wrzosu; wyczuła stara kobieta, jaki wpływ wywarł na duszę i myśli Elzy Tornwalsen tajemniczy „Biały Kapitan“, nawołujący do prostej, twardej Prawdy; z podziwem wysłuchała opowieści o dalekich pływankach kaperskich pod wodzą norweskiego szypra i o jeszcze bardziej zuchwałych, lecz zupełnie „all right“, — pod komendą Pitta Hardfula; o bójkach po tawernach portowych; o rozpaczliwej bohaterskiej walce z pływającemi górami lodowemi; o Samojedach tajmyrskich: o „Złotej Studni“; o Kuli Bilardowej, tatuowanym Falkonecie, który przed Olafem Nilsenem na wstępie „nie obciągnął fajki“; uśmiechała się sędziwa lady, gdy Elza opisywała jej „Rudego Szczura“ — Juljana Miguela, figlarnego Larka, olbrzymiego Mikołaja Skalnego i pysznego Francuza-włóczęgę, co to przechwalał się, że posiada zdolności Napoleona... O wszystkiem tem dowiedziała się lady Rozalja i z szacunkiem patrzyła teraz na Elzę Tornwalsen, bo — myślała słusznie, iż wychowanica jej przeżyła uczciwie, a jakżeż bujnie! dziesięć żyć, a może i więcej! Jako kobieta, mogła była tak łatwo upaść, załamać się, ta norweska rybaczka! Tymczasem pozostała czystą, jak fjordy jej ojczyzny, a skromną, jak kwiat wrzosu skalnego! Ileż to cierpienia, męki zawiedzionej nadziei, palącego bólu, pragnień nigdy nieziszczalnych i goryczy oczekiwania zaznała ta dusza zgnębiona, umęczona bezmiernie, a potężna, jak skała niezłomna?!
Elza stała się drogą dla starej mentorki. Zimna, sztywna Angielka pokochała ją, jak córkę.
Nie zrozumiała tylko lady Rozalja, do czego dąży