Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/113

From Wikiźródła
Jump to navigation Jump to search
Ta strona została uwierzytelniona.


Pierwszy podmuch sztormu zaszeleścił żaluzjami, poruszył firanki w oknach i werwał się do pokoju.
Z cichym świstem, niby istota żywa, przebiegł, zajrzał wszędzie, wszystkiego dotknął i o wszystko się otarł.
Zachwiały się kwiaty w wazonach, zaszeleściły kartki pisma leżącego na stoliku nocnym, zawinął się róg ciężkiej kapy chińskiej, żałosny dźwięk wydały zwisające z lampy kryształki połyskliwe, a nawet obraz św. Eryka, przyciśnięty nagle prądem powietrza do ściany, — głucho uderzył ramą o mur...
Sztorm!...
Z ulicy i od strony wybrzeża dobiegły głośniejsze rozmowy i okrzyki.
Słowo „sztorm“ powtarzało się coraz częściej i publiczność spieszyła się ukryć przed wichrem, wiedząc, że porwie on wkrótce chmury piasku z plaży i sypać będzie, ni to dla zabawy, ni to przez zemstę, gniewem i wściekłością objęty.
Sztorm!...
Elza odtworzyła w pamięci swej pewien dzień burzliwy, gdy „Witeź“ miotał się na falach i zarywał się dziobem aż po podstawę fok-masztu, nurzając się w siwych wirach.
Powracała wtedy z kolejnej warugi[1] przy sterze i już schodziła do for-kasztelu[2], gdy wtem ujrzała nowego bosmana, tego, którego Olaf Nilsen z szacunkiem, dla szypra norweskiego niezwykłym, nazywał mr. Siwirem.

Stał on na dziobie i wpatrywał się, jak szoner płatał

  1. Waruga — dyżur majtków na pokładzie statku.
  2. Kabina na dziobie okrętu.