Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wątpił, że zostały one zadane rożkami małego bole fore.
Widocznie zrozpaczony długo trwającym pościgiem koziołek mężnie stawił czoło serwalowi, broniąc siebie i łań przed szponami i kłami cętkowanego kota.
Tylko hipopotamy i krokodyle przebywały w bezpieczeństwie, kryjąc się w głębokich dołach na dnie rzeki. Wszystkie inne zwierzęta żyły w ciągłym strachu, nadsłuchując bacznie i węsząc czujnie, gotowe w każdej chwili do ucieczki.
Coprawda, nad rzekę przychodziły też olbrzymie słonie. Tych to nawet lew — odważny, silny i zuchwały — nie śmiał nigdy napadać. Uzbrojone w potężne kły i chwytne, mocarne trąby, nieufne, broniące się całą gromadą, nauczyły one inne zwierzęta szanować ich spokój i bezpieczeństwo.
Y z biegiem czasu odnalazł miejsce wodopoju słoni.
Łatwo było poznać je. Cały brzeg był straszliwie stratowany, pełen głębokich dołów, wyciśniętych potwornie ciężkiemi nogami zwierząt.
Chłopak właził na wysokie drzewo i, zaszywszy się w gąszczu liści, przyglądał się słoniom.
Przychodziły tu całem stadem, liczącem około dwudziestu głów. Na czele, o kilkadziesiąt kro-