Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


codziennie na zmianę dostarczać do obozu dwie duże banie słonej wody! Soli teraz nigdy nam nie zabraknie, a Umaru, Salam, Kali i Roka w mig nam wyzdrowieją!
Rru! Rru! — zakrzyknęli chłopcy, z podziwem patrząc na swego wodza. — Ty wszystko wiesz i wszystko umiesz!
— O, gdyby tak było, nikt w całej Rugarze nie zapadałby na żadną chorobę i nie zaznał głodu! Coś niecoś widziałem, przebywając wśród mądrych, białych nuri, i przypominam sobie teraz, gdy przyciska nas bieda!
Umilkł i po chwili dodał:
— Wiedza, to największa łaska, jaką wyświadczył ludziom „Wspaniały”! Czarni ludzie jej dotąd nie doznali. Dlaczego — nie wiem... Może jednak zamiast wiedzy „Wspaniały” czemś innem nas obdarzył?
Mały Y, sam tego nie wiedząc, wypowiedział wielką prawdę.
Wiedza ludzka powstawała stopniowo, w miarę tego, jak się zjawiała nagła, paląca potrzeba.
Surowe zimy nauczyły ludzi wyrabiania skór i tkactwa dla sporządzania ubrań i obuwia; głód — uprawy roli, sztuki przechowywania zapasów żywności i hodowli bydła; ciężkie warunki pracy — używania do pomocy człowiekowi konia,