Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ste niebo, a ręce ruchem błagalnym wyciągnął przed siebie.
Długo stał w milczeniu, aż jął szeptać.
— „Wspaniały!” „Wspaniały”, usłysz mnie! Oto chciałem uczynić moich braci szczęśliwymi i prowadziłem ich nad rzękę, aby nie zaznali ni głodu, ni pragnienia. Zwątpienie zakradło się do serc braci moich i zamierzają powrócić, nie wiedząc, że na zgubę idą! „Wspaniały” — miłościwym jesteś i wszystko możesz! Uczyń tak, abym radosną przyniósł jutro wieść chłopakom cierpiącym i doprowadził ich nad „rzekę szczęśliwości”! A jeżeli potrzeba za to zapłaty — weź życie moje, „Wspaniały!”
Gorąca, widać, była ta prośba dzielnego, ofiarnego Y, bowiem Bóg, do którego bezwiednie modlił się chłopak, dopomógł mu.
Jaśniej świecić zaczął księżyc, miejscowość stała się nagle równiejszą, kamienie i osypiska znikły bez śladu. Murzynek szybko szedł naprzód i wkrótce przekonał się, że przekroczył główny grzbiet i że schodzi nadół. Szedł przez całą noc, ciesząc się, że poprowadzi wkrótce tą drogą karawanę i razem z nią zejdzie do doliny.
Stanął dopiero wtedy, gdy obrzękłe i pokaleczone nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
Wcisnął się pomiędzy dwa złome skalne