Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A jakże wtedy... — zaczął Umaru, lecz wódz przerwał mu i, podnosząc głos, rzekł:
— Od dziś musicie zabrać się do roboty! Będziemy gromadzić zapasy, potrzebne nam do dalekiej wędrówki. Zaprowadzę was nad brzeg rzeki, gdzie wszystkiego będziecie mieć poddostatkiem! Do pracy!
To rzekłszy, podzielił chłopców na dwa oddziały.
Jeden z nich, zabrawszy sieć, zanurzył się w krzaki, rosnące na bagnisku. Y powiedział im, że, tropiąc antylopy, widział na niem niewielkie jeziorko.
— Powinny tam być ryby, a więc musicie złapać kilka największych, wyrzucić wnętrzności i, przepołowiwszy, rozwiesić w cieniu, gdzie się wyczuwa przewiew wiatru. Pozostawiam wam Llo. Gdy powrócę, powiem, co macie robić dalej. Spotkamy się tu po południu. A nie zapomnijcie zabrać ze sobą kijów, bo na brzegach jeziorka możecie napotkać żmije!
Skinąwszy na innych chłopców, Y uzbroił ich w łuki i dzidy, poczem poprowadził w głąb dżungli.
Odszedłszy daleko, zatrzymał swój oddziałek i wśliznął się w gąszcza.
Sunął w zaroślach bez szmeru. Bacznie oglą-