Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słuchał uważnie, kiwał głową, lecz milczał.
Nie rozumieli, co miała oznaczać ta niezwykła obojętność Y, więc wzruszali ramionami i gubili się w domysłach.
Jeden tylko Henry Llo pozostawał spokojny, a na niecierpliwe pytania wspólników odpowiadał z uśmiechem:
— Poczekajcie! Mam wrażenie, że wszystko wkrótce się wyjaśni!
Przyzwyczajony patrzeć, jak w tęczę, w poważną twarz starszego przyjaciela, spostrzegł zadumę w jego oczach i ruchomą sieć zmarszczek na czole.
Nie wątpił, że Y zajęty był ważnemi myślami.
Ufał bez zastrzeżeń dzielnemu i szlachetnemu rru, więc zachowywał spokój.
Wiedział, że myśli Y — sieroty, musiały być dobre i czyste.
Czekał więc cierpliwie...


Rozdział XVII.
Znowu — rru.

Minęło jeszcze pięć lat...
Praca nad zniesieniem pokładów muszel została wykonana w ustalonym terminie.
Spółka odniosła walne zwycięstwo.