Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Skończywszy opowiadanie swoje, płakała długo i rozpaczliwie, a gdy uspokoiła się trochę, szepnęła:
— Pozostaliśmy w nędzy — ja, córka moja Edyta i syn Robert, który nie ma już środków na zdobycie dyplomu inżyniera-chemika! Przyszłam prosić pana, dobry mister Y, o pracę dla nas wszystkich... Może, przez pamięć o biednym moim mężu...
Y podszedł do płaczącej kobiety, ujął ją za rękę i rzekł cichym, wzruszonym głosem:
— Droga pani Red! Gdyby nie szlachetny, poczciwy mister Thomas Red, obaj z Llo zginęlibyśmy prawdopodobnie... Mógł on wszakże wyrzucić nas za burtę, gdyśmy płynęli na gapę na jego „Daddy Ralph’ie” i zostawić nas bez pomocy w nowo-jorskim porcie. On to uczynił nas takimi, jakimi staliśmy się w Stanach Zjednoczonych... Nigdy nie zagaśnie w naszych sercach wdzięczność dla Thomasa Red’a, a pamięć o nim przechowamy do śmierci!
Umilknął i zaczął chodzić po pokoju, namyślając się i, jak zwykle, marszcząc czoło.
Chłopcy mieli mieszkanie w gmachu fabrycznym i dochodził tu częstotliwy warkot z tokarni, zgrzyt szlifierek i urwane sapanie motoru.
Y stanął wreszcie przed panią Red i rzekł: