Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Y stanął do tego niezwykłego konkursu.
Publiczność, otaczająca współzawodników, głośno drwiła z zuchwałego chłopaka, który odważał się mierzyć z takimi fachowcami, jakimi byli słynni w porcie otwieracze — Czerwony Pedro i Jednooki Flask z Florydy.
Y nie zwracał uwagi na żarciki i drwiny. Nie miał zresztą nawet na to czasu. Jakoś dziwnie układał ostrygi w stosie, przy którym miał pracować, kubełka zaś nie postawił na ziemi, tylko trzymał go pomiędzy kolanami.
Rybacy, przekupnie, kelnerzy i inna gapiąca się publiczność wysilała się na dowcipy i śmiała się z murzynka, lecz gdy na dany znak współzawodnicy rozpoczęli wyścigową pracę, wszystkie oczy zwróciły się w stronę Y.
Przed chłopakiem migało, jak błyskawica, ostrze noża, a tak szybko, że wzrokiem zaledwie można było pochwycić ruchy lewej dłoni pracującego murzynka. Ostrygi same wpadały do kubła. Murzynek pracował jak sprawna, obojętna na wszystko, a ścisła w każdym ruchu maszyna. Widzom wydawało się, że nóż w ręku chłopaka błyska z coraz zawrotniejszą szybkością.
Wyścig pracy trwał całą godzinę.
Gdy dzwon dał sygnał końca, rozpoczęto obliczenia.