Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzina właściciela polubiła usłużnych, sumiennych, zawsze pogodnych murzynków.
Jednak Y marzył o czemś innem, większem.
Po trzech miesiącach pracy w jadłodajni Czarnego Bima, trudniąc się otwieraniem ostryg, chłopcy doszli do zupełnej wprawy i dorównywali już niemal najlepszym fachowcom.
Pewnego wieczora Y rzekł do szefa.
— Mister Bim! Przyszło mi coś do głowy...
— Oby mądrego! — uśmiechnął się murzyn.
— To się pokaże! — odparł chłopiec. — Prószę posłuchać, mister Bim!
Murzyn usiadł i zapalił fajkę.
— Jadłodajnia Czarnego Bima jest największą w całej dzielnicy, szefie... — zaczął Y.
— Święty Patryku! — zawołał Bim. — A toś przyniósł mi nowinę! Wiem o tem od trzech lat, bąku jeden! Trzystu drabom nabijam codziennie brzuchy oysters soup i chlebem, — najlepszym chlebem, który wypieka pani Bim. To tylko o tem chciałeś mówić ze mną, rru?
— Eh, nie! — machnął niecierpliwie ręką Y. — Dlaczego szef nie chce karmić pięciuset drabów?
— Bo w składzie jest miejsca tylko na dwudziestu otwieraczy. Mogą oni obsłużyć tylko trzy-