Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziobem w zwichrzonej powierzchni oceanu, pochylał się coraz bardziej na lewą burtę, jęczał i zgrzytał, jakgdyby skarżąc się i cierpiąc.
Majtkowie musieli przekładać zbyt wysokie stosy drzewa, aby zwiększyć oporność żaglowca i przywrócić mu dawną równowagę. Była to ciężka i niebezpieczna praca. Ogromne, grube kloce toczyły się na pokład i mogły przytłoczyć pracujących ludzi. Belki i związane łańcuchami partje desek ślizgały się po mokrym deku[1] i zagrażały strąceniem do morza, gdzie syczały, pieniły się i z rykiem pędziły siwe, grzywiaste bałwany.
Szyper raz po raz posyłał jungów na maszty, aby naprawiali to i owo w olinowaniu, obciągali zwinięte żagle górne, t. zw. top-żagle i sprawdzali wiązania rej i masztów.
Burza szalała już trzeci dzień, gdy zdarzył się wypadek, który mógł przypłacić życiem sam gruby szyper Thomas Red.

Rozstawiwszy szeroko silne nogi, aby się mocniej trzymać na bujającym, śliskim deku, szedł od rufy, gdy nagle jedna ze złożonych w stos beczek z olejem karite urwała się i potoczyła po pochyłej powierzchni pokładu.

  1. Dek — pokład (nazwa żeglarska).