Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pomyślawszy trochę, kuk szepnął do chłopców:
— Wyproszę u szypra przepustki dla was, jako jungów, a gdy zejdziemy na brzeg, zaprowadzę was do murzyna-sędziego, którego znam. Nazywa się mister Nikky Bucky. Może on poradzi coś na te wasze kłopoty.
Od tej rozmowy Y nie mógł spać i jeść.
Myślał tylko o tem, w jaki sposób pozostać w Ameryce i co robić, aby się stać bogaczem, który może dawać miljony dolarów na dobre sprawy. Nic jednak obmyślić nie mógł, bo nie wiedział nawet, jak ta Ameryka wygląda i czego mogą tam ludzie potrzebować od niego — wodza dzieci z Rugary i marynarza „Daddy Ralph’a”?
Wkońcu machnął ręką i zdecydował:
— Najpierw muszę dopłynąć, potem wyjść na brzeg, zdobyć paszport i rozejrzeć się na wszystkie strony...
Było to rzeczywiście najmądrzejsze postanowienie, gdyż nie można tworzyć żadnych planów, nie znając dokładnie wszystkich warunków i okoliczności.
Zresztą Y i Llo nie mieli już czasu na marzenia, plany i rozmyślania. Nadeszła burza — wściekła burza na Atlantyku.
„Daddy Ralph”, okryty pianą i nurzający się