Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Hm, nie hm, a trzeba coś zjeść! — nalegał Llo.
— Zjedz dwa kloce mahoniowe, grubasie... — poradził wódz.
— Kiedy ani soli, ani pieprzu nie mamy — cicho parsknąwszy, odpowiedział chłopak. — A bez przyprawy staną mi w gardle... Rru!
— Co?
— Gdybyśmy tak wyszli i poprosili o manjok lub proso?
— Obawiam się, że zamiast tego, dostaniemy tumaki... — odparł Y.
— Kiepski przysmak!... — zżymnął się grubas. — Takiego żadną przyprawą nie okrasisz!... Hm... hm...
— Widzisz? Teraz i ty nic poza „hm... hm” nie masz do powiedzenia — zauważył Y.
Llo nie odpowiedział i zaczął żuć korę mahoniową. Sapał przy tem gniewnie.
Wódz poruszył się nagle i szepnął:
— Pójdę pierwszy — spróbuję...
Potrząsnął głową i wylazł z kryjówki.
— Hallo! Hallo! A cóż to za zacna, czcigodna postać?! — rozległ się wesoły głos i czyjaś ciężka dłoń spadła na ramię murzynka.
Obejrzał się. Tuż przy nim stał mały, bar-