Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiska głód. Wtedy to zbierają się one w ogromne armje, tak nieraz liczne, że — jak francuscy podróżnicy zauważyli — mrówki suną nieprzerwanem pasmem, długiem na kilometr, a szerokiem — na 120 metrów. W swoim pochodzie koczujące mrówki pożerają wszystko — liście drzew, owoce, korę, zwierzęta, które nie zdążyły na czas uratować się ucieczką, a nawet ludzi, znajdowanych po domach. Mieszkańcy wiosek murzyńskich i nieraz znacznych osad europejskich porzucają całe mienie swoje i uciekają przed wędrującemi mrówkami, których dotąd żadnym sposobem nie udało się zatrzymać. Po przejściu armji manjan pozostaje pustynia; drzewa, ogołocone z liści, ziemia, pozbawiona trawy, wsie — opustoszałe, okolice — długo nie nawiedzane przez zwierzęta, a omijane nawet przez ptaki.
O wszystkiem tem słyszał mały wódz, a mniejsze wędrówki manjan widywał podczas wypraw swoich z Soko. Teraz rozumiał, że w dżungli suną niezliczone zastępy drobnych, drapieżnych istotek, że odbywa się przerażająca, zgrozą przejmująca wędrówka kroci głodnych i wściekłych manjan, a to dążące na północ żywe pasmo niesie ze sobą klęskę dla zwierząt i ludzi. Popędzał więc towarzyszy, aby jak najprędzej przecięli