Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mrówek! Widziałem, jak opadły serwala, wstrzymały go i — pożerają!... Uciekajcie!
Chłopaki w popłochu popędziły ku rzece.
— Stójcie! Stójcie! — krzyknął Y. — Mrówki dążą po obydwu brzegach. Zabierzcie, ile się da, pożywienia i biegnijcie na zachód, wychodźcie na równinę przed górami! Jeżeli się pogubimy, w nocy zapalę na szczycie wielkie ognisko, a wtedy zbierajcie się razem!...
Zatrzymawszy starszych chłopców, Y kazał im nalać wody do worów, zabrać jak najwięcej mięsa i soli, sam zaś zgarnął i powiązał łuki, dzidy, strzały, zatknął za rzemyk, opasujący mu biodra, maczety, przerzucił przez ramię sieć i, skrzyknąwszy towarzyszy, pobiegł ku zachodowi.
Coś mówiło mu, że mrówki w swym pochodzie nie wyjdą na jałową równinę przedgórską.
Y słyszał nieraz opowiadania starych murzynów o straszliwej klęsce pochodu manjan. Te małe, czerwone mrówki, budujące gniazda pod ziemią, żyją ogromnemi kolonjami. Dopóki nie czują braku pożywienia, są prawie niewidzialne i nikomu nie szkodzą.
Od czasu do czasu zaczyna się wśród nich szerzyć jakaś nieznana choroba, przyprawiająca je o wściekliznę; innym razem wypędza je z lego-