Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się smacznem mięsem lamantyna. Tu dzieci same zdobyły mlompa, same też uraczą się dosyta jego mięsem.
Jeszcze jedna okoliczność niezmiernie cieszyła murzynków. Schwytali duże zwierzę, nie potrzebowali więc pracować ciężko na zdobycie żywności. Zapewne na kilka dni starczy im tego mięsa, a więc będą mogli leżeć spokojnie przy ognisku, gwarzyć bezczynnie i spać, ile zapragną.
Inaczej jednak myślał o tem wódz.
Ledwie rybacy zdążyli wyciągnąć z sieci ciężkiego lamantyna, gdy już posłyszeli stanowczy rozkaz.
— Jeżeli zostawimy mięso niezasolone lub nieuwędzone, jutro popołudniu będzie już zepsute! — powiedział Y. — Tymczasem możemy je przechować na długo, dlatego też musimy być przezorni. Llo, podziel chłopców na cztery partje. Jedna ma zdjąć skórę z mlompa i pokrajać mięso na cienkie połcie; druga zbuduje wędzarnię, jakeśmy to robili w dżungli, po tamtej stronie gór; trzecia zajmie się warzeniem soli, czwarta zaś partja razem ze mną wnet po posiłku wyruszy do słonego źródła.
Nie w smak poszły te słowa chłopakom, lecz przyzwyczajeni do słuchania wodza milczeli.
Trzy dni zajęło murzynkom solenie i wędzenie