Strona:F. A. Ossendowski - Afryka.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bronnych, bronzowych ludzi, „wstrętnemi psami“, kopał ich i bił grubemi kijami bambusowemi. Skalski słyszał też coś niecoś o tem, że Hindusów oszukiwano przy wypłacie zarobionych przez nich pieniędzy, nie dotrzymywano umów, a skargi, zanoszone przez nich sędziemu, zostawały bez odpowiedzi i rozpatrzenia. Jeżeli któryś z nich, oburzony i zrozpaczony do reszty, chciał odejść, podrzucano mu do tłomoka szczyptę złota, oskarżano o kradzież i proponowano więzienie, albo pozostanie na kopalni za mniejszą zapłatą. Takiemi to wybiegami Anglicy pozbawiali Hindusów możności wyzwolenia się z rąk wyzyskiwaczy i czynili z nich bezprawnych niewolników.
Patrząc na złote sztaby, składane w skarbcu, Skalski myślał zawsze, że każda z nich przepojona jest łzami i krwią nieszczęsnych Hindusów i że niema nikogo na świecie, kto mógłby ująć się za nimi.
Szczególnie pastwił się nad kolorowymi robotnikami pewien młody inżynier, Stewart. Nielitościwy ten i brutalny człowiek nietylko bił Hindusów i murzynów, pracujących pod jego kierownictwem, lecz szczuł ich swoim psem. Zwierzę to stało się postrachem kopalni. Pies, pochodzący z gatunku buldogów, skakał na skinienie swego pana na robotników i szarpał ich. Sporo ludzi pokaleczył straszny pies, więc robotnicy unikali spotkania z nim i nienawidzili go równie gorąco, jak i jego pana, młodego, złośliwie uśmiechającego się inżyniera Stewarta.