Strona:F. A. Ossendowski - Afryka.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Trafiony harpunem wieloryb zdychał, a holowniki dostarczały zdobycz ku przystani przedsiębiorstwa.
Kadłub upolowanego ssaka wciągano na pomost i robotnicy obdzierali go ze skóry, poszukiwanej przez fabryki nieprzemakalnego obuwia dla majtków; specjalne maszyny usuwały z cielska grubą warstwę tłuszczu, przerabianego potem na smary, świece i mydło. Po wycięciu z paszczy rogowych fiszbinów — resztę kadłuba wraz z wnętrznościami i kośćmi przewożono do suszarni, poczem przechodziła przez walce i zamieniała się na drogi nawóz sztuczny, używany przez ogrodników.
W Zatoce Wielorybów Skalski pozostawał trzy lata i znakomicie wzmocnił się na zdrowiu. Chociaż w dzień panowały tu straszliwe podzwrotnikowe upały, lecz z oceanu zalatywał zawsze świeży podmuch, a wieczory i noce, o znacznie niższej niż w innych miejscach kolonji temperaturze, orzeźwiały strudzonych ludzi.
Pewnego razu zdarzył się wypadek, zmieniający do gruntu los polskiego robotnika.
Angielski komisarz rządowy, przybyły do fabryki norweskiej, przyglądał się wrącej tu pracy; właśnie oprawiano aż trzy wieloryby naraz.
Parowy dźwig, podnoszący jeden kadłub, zgrzytnął nagle i na chwilę się zatrzymał.
Pracujący wpobliżu Skalski posłyszał ten dźwięk. Wiedział, co to oznacza, bo kilka już razy był obecny przy podobnych wypadkach. Taki zgrzyt świadczył,