Strona:F. A. Ossendowski - Afryka.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


fujarce i mrucząc zaklęcia, chodził dokoła wsi i po polach, czarując. Kiedy zaś i to nie pomagało, wtedy Loba gromadził koło siebie zrozpaczonych i wylękłych murzynów i tak do nich przemawiał.
— Gdym rozmawiał dziś z Tengą, bóg kazał mi złożyć sobie ofiarę krwi!...
Oznaczało to, że bóstwo żądało ofiary ludzkiej. Murzyni milczeli w przerażeniu, a czarownik wskazywał im, kogo mają zabić. Krew ofiary wylewano na ziemię pod tysiącletnim baobabem Tengi, a mięso zjadał Loba i zabobonni, ciemni murzyni. Z takiej to przyczyny murzyni szczepu Banga stawali się w pewnych okresach ludożercami, chociaż poza tem był to ludek niezmiernie łagodny, uczciwy i dobroduszny.
Chata Noro Matasy stała w środku wioski.
Noro słynął, jako człowiek poważny, rozsądny i pracowity. W młodości mieszkał on parę lat w Libreville, portowem miasteczku francuskiego Konga. Pracował tam na farmie pewnego kolonisty, zakładającego plantację ryżu i bawełny. Młody murzyn przyglądał się pracy białych ludzi i coś niecoś przejął od nich. W każdym razie tyle, że nauczył rodaków z Lulangi siać i uprawiać ryż i trzebić dżunglę, aby zwiększyć obszar uprawnej ziemi.
Rolnictwo murzyńskie wymaga stokroć bardziej ciężkiej i wytężonej pracy, niż europejskie. Mamy u siebie poddostatkiem bezleśnych równin, gdzie się zielenią łany zboża, w Afryce — należy najprzód