Strona:F. A. Ossendowski - Afryka.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzali z nich mumje, które w grobowcach swych przeleżały aż do naszego czasu?
Mohammed skinął głową i wyrecytował jednym tchem:
— Świątynia Karnaku posiada cały las kolumn, ogromny posąg Ramzesa i starożytne obrazy... Za rzeką stoją kolosy Memnona, które niegdyś wydawały dźwięki, jak żywe...
Profesor słuchał, przytakując. Wreszcie spytał:
— Jak myślisz Mohammedzie, dlaczego kraj faraonów, umiejących wznosić tak potężne gmachy i posągi, kraj niezmiernie bogaty i zwycięski, zamienił się w ojczyznę niewolników, umiejących budować tylko nędzne lepianki i dłubać żyzną ziemię drewnianym pługiem?
— Nie wiem! — odpowiedział chłopiec.
— Zdaje mi się, że zgadłem przyczynę tego! — ciągnął uczony Francuz. — Myślę, że wiedza pozostawała wtedy wyłączną własnością królów, kapłanów i dostojników. Lud zaś pozostawał w ciemnocie i niewiedzy. Gdy uczeni zginęli, lud wpadł w ostateczną nędzę, żył bez pomocy i kierownictwa, bo niczego się nie nauczył. Tak się działo i przed rządami Anglików. Aż Fellachowie zaczęli się uczyć sami i teraz macie nietylko własnego króla i własny parlament, lecz swoich budowniczych, inżynierów, agronomów, lekarzy i uczonych. Mało ich jeszcze posiadacie, lecz oni potrafili już upomnieć się o prawa gospodarzy tej ziemi i biorą udział w rządzeniu państwem. Gdy młodzi Fellachowie i Koptowie