Strona:Erotyki (Zbierzchowski).djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zostaje zaś cichy smutek —-
Czy ogród tak rosą płacze,
Czy serce moje?

Dlaczego mię odpędzasz?
Byłem dotąd jak nędzarz,
Z wszystkiem co niskie zbratan,
A druhem mym był szatan.
Wśród mego życia zielisk
Błysnęłaś jak obelisk,
Jak dzień dla oczu ślepych,
W młodości strojna przepych.
I jakże było nie paść
W uroków takich przepaść?
Jak bronić przed jassyrem,
Serce okryte kirem?
Bądź dla mnie jak Ariadne,
Bo wiem, że nie przepadnę,
Choć czarem twym omamion.
W powoju białych ramion.
Wszak zbladłaby Sulamith,
Ujrzawszy ich aksamit,
Biel lilji i hjacyntu,
Wśród żyłek labiryntu,
Więc nachyl ust twych kielich
I białość lic anielich,
Więc podaj piersi róże,
Dwie z alabastru kruże,
Ogniem swej krwi je nalej
Ostatni raz poszalej,
I za ten szczęścia zenit,