Strona:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


względnie sprawiedliwym wobec uczniów, obojętnie czy polskiego lub też niemieckiego byli pochodzenia. Zupełnie niepotrzebnie napominał go wuj ks. Jüttner do ostrożności. Nigdy w szkole po polsku nie mówił, skoro urzędowo było to wzbronionem, ale wiedzieli seminarzyści, że był Polakiem. Jeżeli przed jaką trudniejszą lekcją zależało im szczególnie na dobrym humorze ks. Damrotha, wtedy podczas pauzy musiał ktoś na fortepjanie zagrać jakąś polską melodję. Ten środek nigdy nie zawiódł: ks. dyrektor przychodził do klasy uśmiechnięty, i najtrudniejsze sprawy poszły gładko.
Wielce zabolało polskie serce ks. Damrotha, gdy rząd pruski pod koniec walki kulturnej coraz bardziej i srożej zaczął dręczyć Polaków, gdy wyznaczał miljony rocznie na niemczenie ludu, gdy w roku 1886 tajnym ukazem rozporządził, iż nikt o polskiem usposobieniu do jakiegobądź urzędu państwowego nie ma być dopuszczony. W seminarjach objawiała się ta polityka w ten sposób dotkliwy, że stipendja czyli zapomogi państwowe dla uczniów znacznie się wzmogły, ale — tylko dla Niemców. Ks. Damroth publicznie wobec całej klasy oświadczył, iż szczerze żałuje, że dwóch uczniów od zapomogi rządowej wykluczyć musi, — byli to chłopcy z polskiego domu.
Wtedy to powstał wierszyk „Przemoc i prawo“, wiernie odbijający myśli autora:

Sto miljonów marek — to nie fraszka!
Dość, by wykupić województwo całe;
Lecz sprawa z duchem polskim nie igraszka,
By go wygubić, i Niemcy za małe;
Przemoc dusi prawo, lecz go nie zgniecie,
Bo większy Pan Bóg niż Pan Rymsza przecie.