Strona:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


współbraci i rodaków witał, a blask jego żywych oczu nawet przez okulary się przedzierał“.
Ks. Konstanty, chociaż żył samotnie jak klasztornik, lubił żarty. Dowodem tego humorystyczne wiersze „Flisaka opis Wrocławia“, „Wizyta doktorska“, „Mądry Maciek“. Świadczy o tem też następująca anegdota: Pewnego razu seminarzyści bawili się na placu przy strzelnicy kościerskiej; śpiewali i muzykowali. Trochę opodal siedzieli nauczyciele a między niemi ks. Karnkowski, kapelan przy klasztorze sióstr Wincentek, które wówczas jeszcze w Kościerzynie mieszkały. Ten patrzał na coś przez lornjetę. W tem ks. Damroth zakrył mu swą modrą czapką poznaniówką lornjetę i pytał, czy dobrze widzi, boć Kaszubi podobno gołemi oczami nietylko przez czapkę, ale nawet przez trzy calową deskę do skonale wszystko widzą.
Poza pracą zawodową ks. Damroth badał dzieje Prus królewskich, które podczas wakacyj objeżdżał i obchodził w dłuż i w szerz. Wrażenia z tych podróży utrwalił we wierszach jak „Oliwa“, „Kartuzy“ lub „Baltica“. Znalazł pomiędzy Kaszubami — tak się zowią tamtejsi Polacy — wiele dodatnich cech narodowych, „kwitnące, w całej swej sile czysto polskie cnoty i obyczaje“, ale też dużo zabobonu i przewrotności. Wszędzie pouczał, wspierał, pomagał; rozsyłał książki i pisma, ostrzegał przed znachorami i zażegnywaczami chorób, wysyłał pocztą lekarstwa, lub też Kaszubi o kilka mil przychodzili do niego po medycynę, którą na własny koszt kazał im w aptece zrobić.
Życzeniem jego było, poruszyć i ożywić te martwe masy, obudzić w nich większą żądzę oświaty i większe poczucie narodowe,