Strona:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na dawne czasy jak na senne mary;
Gdzie miłość bratnia sasiadów kojarzy
l kmieciów falanga stoi na straży
Swej mowy ojcowskiej i świętej wiary,
Chociaż od obcych wzgardzona, od braci
Starszej nie wsparta, nawet źle widziana,
Jednak nadziei i ducha nie traci.
To maja śląska ojczyzna kochana!

I wstępując do alumnatu Konstanty miał tę pociechę, że w „kółku“ praca narodowa nie ustanie, choć jego tam nie będzie. Już bowiem młodszy od niego Rudolf Lubecki był pochwycił lutnię poezji akademickiej i śpiewał:

Dokąd ojczysty, drogi język sięga
Przez wielki gornośląski kraj;
Gdzie polskich pieśni panuje potęga
Tam bracia nasz doczesny raj.
Śpiew polski niech zawsze wesoło brzmi,
On będzie nam wróżbą szczęśliwych dni.
Niech towarzystwo nasze nas przeżyje,
Jestaśmy braćmi wszyscy wraz;
Choć żaden z nas stulecia nie dożyje,
Pomyślą kiedyś i o nas.
Śpiew polski niech zawsze wesoło brzmi,
On będzie nam wróżbą szczęśliwych dni.

Będąc diakonem, prosił Damroth Ignacego Danielewskiego w Chełmnie o wydanie swych poezyj, gdyż wszelkie w tej mierze starania w Śląsku okazały się wcale bezskutecznemi, a pieniędzy nie miał, żeby to własnym kosztem dać robić. List ten, pisany dnia 13 listopada 1866 roku, rzuca ciekawe światło na ideowy rozwój kleryka:
„Otóż jestem sobie tak zwyczajnie Ślązak; jak to bywa: dziećmi mówimy po polsku, w szkołach zapominamy wnet język ojczysty, przerabiając się na Niemców, z historji ledwie się tyle dowiedziawszy, iż Śląsk to ziemia czysto niemiecka, dzisiejszy