Strona:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wtem we Warszawie wybuchło nowe powstanie (styczeń 1863). Wszyscy mówili o Polsce, a szczególnie w Lublińcu, tak blisko granicy. Wtedy, gdy papież Pius IX sympatyzował z Polakami, i przyszły teolog nauczył się na dobrze kochać Polskę. „Pąkowka miłości ojczyzny rozwinęła się w piękny kwiat“[1]. Choć powstanie nie miało powodzenia, Damroth nie przestał wierzyć w zmartwychwstanie Polski, ale zarazem ustalił w sobie przekonanie,

Że nie cudem, ale trudem,
Miarą, wiarą i ofiarą
Zostaniemy wolnym ludem.

Na wszechnicy wrocławskiej znalazł też polskich akademików i poznał zaraz, że nie włada jeszcze doskonale językiem ojczystym. Natychmiast rzucił się do pracy, aby braki spostrzeżone uzupełnić.
Studja doznały niemiłej przerwy przez wojnę duńską z roku 1864. Musiał zostawić książki i chwycić za broń. Poznał w ten sposób Szleswik i lubił później opowiadać, że tam dzieci w drewniakach chodzą i już — pipę palą. Aczkolwiek został lekko raniony, powrócił szczęśliwie z kampanji. Z pewnym pastorem, u którego jako żołnierz leżał kwaterem, długi czas korespondował.

Wróciwszy na akademię, Konstanty sumiennie pilnował nauki. Doskonalsza już znajomość języka otworzyła mu skarbnicę piśmiennictwa polskiego, w którem się rozkochał. W towarzystwie literacko-słowiańskiem miewał piękne wykłady. Układał też sam wiersze, aby w języku ojczystym coraz większej nabyć biegłości i wprawy. Miał przy tem najszlachetniejsze zamiary:

  1. Światło 1895, str. 108.