Strona:Elwira Korotyńska - O krasnoludkach i żelaznej górze.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została uwierzytelniona.


SCENA I
(KRÓL, MARSZAŁEK, potem MĘDRZEC i OLAW)

KRÓL (klaszcze w dłonie.)
MARSZAŁEK (wchodzi). Słucham mego króla i pana.
KRÓL. Co to za hałasy? zdrzemnąć nie można. Proszę cię, panie marszałku, idź i dowiedz się coby to miało znaczyć...
MARSZAŁEK (kłania się i wychodzi).
KRÓL (sam). Czego chce ten lud uparty i wciąż niezadowolony? Przecież krzywdy niema — wciąż hałasy i niemożliwe wymagania... Otóż i marszałek.
MARSZAŁEK (wchodzi). Królu nasz i panie! Lud zgłodniały i zziębły prosił to powiedzieć u twego tronu: „Łza nam z oczu stale ciecze... Nie widzimy słońca, ziemi, opasani żelaznemi górami,