Strona:Elwira Korotyńska - O krasnoludkach i żelaznej górze.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się nie gniewacie, żem naruszył spokój waszego królestwa?
KRASNOLUDEK I. Jam się nigdy nie gniewał, dawałem ci przecie radę, jad masz poczynać w robocie...
OLAW. O, tak! ale wy drudzy, coście kamieniami na mnie rzucali, zwłaszcza ty, krasnoludku, z tą długą rudą brodą?
KRASNOLUDEK II. Przejrzałem! Co mi po skarbach i złocie, jeśli z nikim dzieić się nie mogę? Co mi po tem, gdy nie mam przyjaciół i współczujących?
KRASNOLUDEK I. O! tak! największy skarb na ziemi, to wierne i oddane serce!
OLAW. O! tak! Ale jest też i skarb wielce cenny, który udało mi się dziś zdobyć dla ludzi — światło!

KONIEC.
Druk. Sikora, Warszawa