Strona:Elwira Korotyńska - Ach! Być cyganem!.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 6 —


JUREK. Jej szczęście, że uciekła, a tobym pobił!
MANIA. Widzisz — i ona mówi to samo!
JUREK. Bo wy, kobiety, wszystkie jednakie! A jednak szczęście swoje widzę tylko u cyganów!

SCENA 2.
(Zdziś, Jurek, potem Matka.)

ZDZIŚ. Więc nie chcesz z nami jechać?
JUREK. Nie! dziękuję ci za pamięć o mnie — wolę być w domu... mam dużo lekcji...
ZDZIŚ. Co? lekcji? przecież to wakacje... nie zapraszałbym ciebie w czasie szkolnym.
JUREK. Sądzisz, że nam nie zadają na wakacje? I ćwiczenia i wiersze. I różne rodzaje lekcji... Czyż u was tego niema?
ZDZIŚ. Owszem. Ale to co jest zadane da się wyuczyć w parę tygodni, a my mamy aż dwa miesiące...
JUREK. Ja wolę codzień potrochu...
ZDZIŚ. Toć i u nas na wsi możesz się uczyć.
JUREK. O, nie! Ja wolę zawsze w domu się uczyć...
ZDZIŚ. Powiedz raczej, że mnie już nie kochasz, że niemiły ci pobyt u mnie.
JUREK. Tego nie powiem, bo tak nie jest. Tylko ja nie mogę, naprawdę nie mogę!...
MANIA (wchodzi). A wiesz Jurku, jedziemy do Zdzisia... jak to dobrze!