Strona:Elwira Korotyńska - Ach! Być cyganem!.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 11 —


CYGANKA. Ośmioro z nich się wychowa!
MARCYSIA. A reszta?
CYGANKA. Pomrze.
MARCYSIA. A niechta! tylko te pogrzeby... oj! oj! tyle kosztują! Cztery pogrzeby sprawić, toćto wyjdzie z tysiączek... Nie godzę się! niech wszystkie żyją! Słyszysz?
CYGANKA. Przeznaczenia nie zmienisz...
MARCYSIA. Słuchaj cyganicho, albo żyć będą, albo niech będzie ich wszystkich ośmioro... Bo inaczej... (grozi jej) Pożałujesz...
CYGANKA. Być to nie może...
MARCYSIA (łapie ją za szmaty i wyrzuca). To idź, skądeś przyszła! Nie chcę pogrzebów! To za drogi zbytek w tych biednych czasach!
MANIA. Marcysiu! czyś oszalała? mówisz tak jakbyś wierzyła tym bredniom! Wstydź się!
MARCYSIA. Ech! panienko! wierzyli moje pradziady to i ja wierzę... Trzeba iść gotować obiad! A to mnie zezłościła ta czarna dusza! Pfu! (wychodzi)
MATKA. Miałyśmy przedstawienie... Ale gdzie ten Jurek, i co on widzi pięknego w tych brudasach?...

SCENA 3.
(Obóz cygański w lesie. Śpiew).

Nie kochaj nigdy wielkiego pana,
Poczciwe serce masz u cygana,
Cygan bez ziemi, cygan bez chaty.
Lecz cygan wolny Cygan bogaty...