Strona:Elwira Korotyńska - Ach! Być cyganem!.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 9 —

Banda cyganów ognisko pali,
Słychać skrzypc dźwięki i kastaniety
Grają mężczyźni, tańczą kobiety.

(Drzwi się otwierają, wpada Cyganka, za nią Marcysia).
MARCYSIA. O! rety! cyganicha gwałtem tu się pcha! Mówię jej, że nie wolno, że pani nie kazała wpuszczać włóczęgów, a ta nic. (pcha cygankę ku drzwiom) Fora! dalej! do lasu! Nie tu twoje miejsce!
CYGANKA (opiera się). Paniusiu! powróżyć! powróżyć! karty stawiać! Panieneczko!
MATKA. Kto cię tu wołał? Nie potrzebujemy ciebie i twoich czarów!
ZDZIŚ. Precz, nieczysta siło!
MANIA. Jaka ona czarna, jak smoła!
CYGANKA. Pozwól panienko, powróżyć! Albo karty stawiać — biedna jestem! głodna, może coś zarobię...
MANIA. Mamusiu...
MATKA. Co? chciałabyś?
MANIA. Ja, nie, ale niech Marcysi powróży...
MARCYSIA. Zła na mnie, będzie mi źle wróżyła...
CYGANKA. Cyganka sprawiedliwa — ze złości nie zmieni tego co na człowieka przypada...
Daj dłoń, panienko!
MARCYSIA. A widzisz, odrazu nie zgadłaś! jam nie panienka... Chi! chi! chi! Jam wdowa!