Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzuca i członki swoje z giętkością gadziny zwija i rozwija. Będziemy mieli pantominę przedziwną, którą stworzył Eklektus, a odegrają aktorowie moi. Boki chyba sobie zerwiemy od śmiechu, tak jest dowcipną, pocieszną i razem mądrze naśladującą wszystkie garby i brodawki ludzkie... Lecz nic nie dorówna muzyce moich harfiarzy! Gdy złote struny zgodnie palcami zaczepią, rzekł-byś, że z nieba spadają deszcze śpiewających geniuszów miłości, tak tęsknie, sennie, zwolna łaskocących duszę, że rozkoszą mdlejąca zdaje się ona wychodzić z ciała... Pokażę ci jeszcze, jak przy rytmiczném dzwonieniu kastaniet tańczą czarnowłose moje Andaluzki i jak z kunsztownie urządzonego sufitu spada na biesiadników ulewa fiołków i róż. Zobaczysz moje wazy, i za wielką cenę wyszukane w Grecyi obrazy starych jéj mistrzów. Wszyscy moi skłonią się do stóp twoich, kadzielnicami powiewając przed tobą, a pieśń, którą na twoję cześć ułożymy, zgodnym chórem napełni ściany Lucyusza, tego płochego Lucyusza, który może jeden na ziemi kocha cię szczerze.
— Czy przyjdziesz? Niechaj bogowię mię natchną, jakiego znaku żądać mam od ciebie! Oto o piérwszéj godzinie nocy według zwyczaju Cezarów dasz wszystkim wojskom, będącym w Rzymie, Imperatorskie hasło. Pilnie nadstawię ucha