Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


umié struny cytry i serca niewieście! Bogowie! otóż i zdjęła z głowy swéj dyadem... czarnym strumieniem popłynęły jéj włosy po upojonéj kibici... namiętnym ruchem zrzucony sandałek jéj spadł na ziemię... plecy już tylko, tylko plecy widzę twojéj siostry Annii....
W tém, szybko, choć bez stuku, zawarło się okno, promienne obrazy portyku zniknęły, skonały dźwięki cytry, — cesarską komnatę napełniała znowu cisza i głębszy, niż przedtém półzmrok. Lucyusz umilkł i przenikliwym wzrokiem chciał przez twarz brata wedrzeć się do jego duszy... ale twarzy téj nie zobaczył. Zamknąwszy okno, Aureliusz stanął w cieniu kolumny i czoło oparł o chłodny jéj alabaster. Czyżby to wielkie czoło myśliciela zagorzało wstydem lub zbladło pod jaszczurczém dotknięciem obelgi? Czyżby nakoniec tę pierś szeroką, w któréj mieściła się cała ludzkość, nieposkromioném objęciem ścisnęła boleść? Ostrym słuchem pochwytywał Lucyusz nierówne i zbyt głośne uderzenia tego serca, o którem złe wróżby przebąkiwał uczony Gallenus. Łzy omgliły mu fiołkowe źrenice, ale uśmiechy porzucić nie chciały tych wiecznie dziecięcych a zarazem tak gorzkich ust.
— Otóż cię ugodziłem nakoniec, jak lekarz tnie żyłę pacyenta, którego uzdrowić pragnie! Żaden śmiertelny nie kochał tak niewiasty, jak ty tę ukochałeś! Albo ja o tém nie wiem! Albom nie wi-