Strona:Eliza Orzeszkowa - Na dnie sumienia T. 1.djvu/521

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ku jest zboże mielone za pomocą wirowego ich ruchu.
Monilka wybiegła naprzeciw wychodzących, wesoła jak skowronek, ale wnet zbladła i zesztywniała pod wpływem bladości i przykrych uczuć rozlewających się na twarzy narzeczonego. Kazimierz nie powiedział jej wszakże o niczem; serce jego wzdrygało się na myśl zadania ciosu tej ukochanej istocie. Myślał zresztą, jak myślą zazwyczaj wszyscy niewinni, że straszny wypadek nie będzie miał może dla niego złych następstw, że prawda wykrytą a niewinność jego wkrótce uznaną zostanie. O wezwaniu przesłanem przez prezesa do władz wykonawczych nie wiedział; przewidywał długi może szereg zagrożonych dni i upakarzających badań, ale nie spodziewał się stanowczego, i tak prawie okropnego jak śmierć nieszczęścia. Obiad odbył się bez zwykłej wesołości. Monilka smutną była smutkiem Kazimierza, pan Walery miał minę zdumioną i coraz mniej przytomną; Sylwester który od pewnego czasu jadał wspólnie z trzema temi osobami, siedział przy stole posępny i zamyślony, od czasu do czasu tylko porozumiewając się oczami z przyjacielem. Burek nawet zdawał się odczuwać atmosferę smutku, która nagle zaciążyła nad tem wesołem niedawno gronem; trzymał się zdala od stołu, nie przyzywany wbrew zwyczajowi, i nie