Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak niedołężność, płochość, płytkość kobiet ubogich, potrzebujących pracy a pełnić ją nie umiejących. Kiedy pierwsze porozumieją i wyszlachetnieją, a drugie okażą się lepiej przygotowanemi do pełnienia zajęć ścisłych i obowiązkowych, wtedy odprawię moich subjektów, a ciebie poproszę, abyś na ich miejsce wybrała dla mnie z liczby twych protegowanych panny sklepowe.
Przy ostatnich słowach Ewelina D. z cechującą ją żywością ucałowała Maryę w oba policzki.
Siedząca w sklepie kobieta w żałobie usłyszała szelest sukni i kroków swej chwilowej opiekunki wtedy, gdy ta znajdowała się jeszcze u szczytu wschodów. Słuch jej był znać wyprężony, niecierpliwość wielka. Powstała i zatonęła oczami w twarzy zstępującej ze wschodów kobiety. Po kilku sekundach patrzenia ręka jej zadrżała lekko i oparła się o poręcz krzesła. Ze spuszczonych oczów Maryi i żywych rumieńców, które wystąpiły na jej policzki, odgadła wszystko.
— Pani! zbliżając się do Maryi rzekła z cicha, oszczędź sobie przykrości opowiadania mi szczegółów. Nie przyjęto mię... wszak prawda...
Marta potwierdzająco skinęła głową i w milczeniu uścisnęła dłoń Marty. Wyszły ze sklepu