Strona:Elegie Jana Kochanowskiego (1829).pdf/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
ELEGIA  IX.



Wiatry! co się ku niebu pogodnemu pniecie,
Jeśli wzdy i wy ogień miłości czujecie,
Nieście twardéj Filidzie wyrazy tęsknoty,
Te wyrazy ostatnie smutnego Lykoty:
“Żadna mi straty twojéj słodycz nie opłaci,
Bo co tego pocieszy, kto ciebie utraci?
Czyli dzień, czy noc chłodna dzierży panowanie,
Ni on we dnie ni w nocy płakać nieustanie,
Snu wyprosić nie może, siły próżno trawi,
Ani już odstrojoną cytrą się zabawi,
Próżno z twoją pamięcią oddawa się wczasom,
Ciebie się dopomina i łąkom i lasom,
“Oddajcie mi Filidę (woła), srogie łany!
Tu ona śnieżną stopą wywodziła tany!
Tu przyśpiewując, stada pędziła w dąbrowy,
Lub zwyczajem Dyanny szła ze mną na łowy,
Teraz które ją skały, które macie niwy? —
Daremnie po was okiem wodzę nieszczęśliwy.”
Takiemi do skał głuchych przemawiał wyrazy,
A głos jego szydzące podrzyźniały głazy,
Trzodę jego lwy teraz roznoszą bez kary,
I wilcy ośmieleni podchodzą obszary,
A Lykote porzucon przy samotnéj wodzie,
Ni sobie radzić umie, ni ginącéj trzodzie,