Strona:Elegie Jana Kochanowskiego (1829).pdf/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Jako niegdyś na Tracką Orfeusza stronę,
Lwy stawały i w biegu rzeki niecofnione,
Tak i głos twój z ust świętych uroczyście dzwonił,
I korząc mimochętnych ku twej radzie skłonił;
Téj pewny posłowałeś po Italskich grodach,
Cześć Lechom wymuszając w Germańskich narodach, —
A nawet losów twoich nie zdało się radom
Byś przeżył, żelaznego gradywa nieświadom;
Bo kiedy sprawiedliwym gniewem wywiedziony,
Król nasz bojnie do Inflant umyślił zagony,
I ty, gdzie białe orły wskazywały szlaki,
Byłeś w chmurze piorunnéj z mężnemi orszaki,
Stąd nasz August nowymi ozdoby się odział
I starań swoich z tobą rozporządził podział. —
Jako u steru państwa kierujący sprawy,
Działasz na wszystko czuły, opatrzny, łaskawy,
Rozkosz słyszeć świadomych. Skądinąd ci chwała,
Ale ztąd miłość ludu serca ujednała.
Lecz jakokolwiek skrzętna Muza nie nadąży
Wznieść się tam, gdzie twój umysł orlim lotem krąży,
Życzyć tylko zostało, by nowe zaszczyty
Pod błogiém wszczęte godłem plon dały obfity;
Już Wisła uwierzbiona, niecierpliwa w biegu,
Ciebie od gór przyzywa do szklanego brzegu;
Zakończ już utrudzonych mieszkańców zawody,
I odbierz czekające od wdzięcznych nagrody;
Ciebie wzywa stolicy brama ościerzona,
Wniéj zamek poprzedników i święta korona,