Strona:Elegancki Karolek (1934).djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   5   —

Niepotrzebnie tatuś każe mnie tak czę sto ostrzygać... Uprę się teraz i nie dam włosów... płakać nawet będę, jeśli mnie ktoś zacznie zmuszać do pozbawiania się włosów... tych cudnych złotych włosów!.. Jestem jak paź królowej z tym odblaskiem złota na głowie... w tej aureoli świateł wyglądam jak jaki święty z obrazka... (Po chwili) Ale co począć z tem uczesaniem? A może zczesać na bok?.. Nie, i tego nie można...
Cóżto? czyżby się dało tylko na jeża? Na jeża?! Ach, jakaż to obrzydliwa nazwa... jaka pospolita!.. Pfe! chociażby mi w takiem uczesaniu było do twarzy, nie pozwoliłbym się w ten sposób uczesać... Gotowi na mnie wołać: (woła głośno) Jeż! Jeż!

(Wbiega Zygmuś).


Zygmuś.

Co? co? jeż w pokoju?.. czyżby wpadł z ogrodu, lub też Franek go przy-