Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zamęźcie, gdy tyle innych mniej pięknych i mniej dobrze wychowanych panien co dzień szło za mąż.
Przesłała niebawnie Pani Sławińska Emilce, którą po podróży i przy nowych zatrudnieniach, coraz bardziej do siebie przychodzącą z ukontentowaniem widział ojciec w Dreźnie, lekki rys Zosi w greckim stroju, w którym na kostumowym balu do końca zapust odłożonym, tegoż narodu piękny taniec uskuteczniać miała. Prosiła albowiem Delfina córki, ażeby go na duży olejny przerobiwszy obraz, mogła wygotować na Świętą Zofią, jako najwłaściwsze wiązanie Hrabinie, to samo imie noszącej. Przyłączyła do niego próżna matka, jako dar dla Emilki i swój także w młodości malowany wizerunek, bojąc się niejako wyobrażeniem piękności córki, być w jej pamięci zatartą. Westchnął Pan Sławiński, spojrzawszy na niego, widząc żywą radość córki, przy odebraniu tego upominku, którego jej niewinność prawdziwego celu odgadnąć nie mogła. Emilka zaś, portretem siostry najszczerzej się zajęła. Już mało do niego brakowało, gdy przybywając raz do artysty, w którego malarni pracowała, zastała