Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dziewczynka bez oporu (lubo do tego niezwyczajną była) i włosy związać, i stanik od sukni zasznurować; gdy nareszcie, za trzeciem wpinaniem przez Delfinę niechcącej wejść w szarfę szpilki, zaczerwienienie jej i łzy mocną boleść zdradziły. Spostrzegłszy to matka, zapytała się jej z żywością, widząc, iż ją po trzeci raz ukłuła, czemu ją pierwej nie przestrzegła? na co jej dziewczynka z czułością odpowiedziała, całując ją w rękę: że jej się najprzód nie śmiała sprzeciwić, a potem gdy już gdzieindziej szpilkę wpięła, przyznaniem się, że ją ukłuła, zasmucić nie chciała. Przycisnęła ją w milczeniu do swego serca oziębła matka, i pierwszy raz poczuła, że odrzucone od niej dziecię, pociechą jej się kiedyś stać może.
Wznoszący się cierpko głos Panny Rozalji i skargi Zosi na nię, zwróciły uwagę Delfiny. Broniła się uporczywie Zosia, kwaśnej Pannie Rozalji; ta albowiem sama rozgniewana, cieszyła się, iż komu innemu sprzeciwić się może, i chciała jej na nową sukienkę ciasny ze wstążek włożyć gorsecik, który, mniej ściskana na wsi za prośbą ojca Zosia, z trudnością wdziać mogła. Rozstrzygła spór Pani Sławińska (jak