Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tymczasem, pluskające się małe rybki, ozłocone od promieni słonecznych, po wierzchu wody igrały; a w odległości figlarny ptak, rybołów zwany, czatując na pastwę, nagle się spuszczał i szybko ze swoją zdobyczą uciekał.
Ten charakterystyczny obraz, w największe zachwycenie wprowadził Pana Hoffel, który po malarsku wszystkie jego szczegóły wskazywał Delfinie. Pan Sławiński z siostrą rozmawiali z rybakami, a Emilka obznajomiona już z przedstawiającym się widokiem, z ukontentowaniem dzieciom rzucającym płotki dopomagała, zalecając: ażeby ostrożnie, nie kalecząc je, to czyniły, i różne gatunki ryb wyszczególniała Zosi, która obawiając się pobryzgania zdaleka stała.
Wilgoć jednak, na którą Pani Sławińska skarżyć się zaczęła, była powodem skłaniającym do powrotu. Pan Hoffel jeden pozostał dla odmalowania obecnej sceny, o której dzieci ciągle, wracając do domu, rozmawiały.
Lecz wkrótce odmienił się cel zajęcia, gdy wjechawszy na dziedziniec, ujrzano świeżo wyprzężoną bryczkę, i dowiedziano się, że poprzedzała Państwa Unieckich, którzy z Warszawy